Kategorie

  • Brak kategorii

Samokrytyka

- Ale ty jesteś śliczna – powiedziałam po uczesaniu świeżo umytego i ubranego w eleganckie ciuszki grzdyla. – Jestem brzidka – sprostował mały czort i wykrzywił się niemiłosiernie.

Wpadka

- Dzie jest mój nocik!!! – wkurzony grzdyl wpadł na balkon z majtami na wysokości kolan. – Poczekaj, zostawiłam go w łazience. Już lecę. Jeszcze nie! Jeszcze nie! – wykrzykiwałam miarowo hasło na powstrzymanie. – Juś – powiedziała z ulgą młoda siadając na nocniku. A po chwili dodała z wyrzutem. – Moke majtki. Faktycznie. Ociupinkę.

Urwana foka

- Ziobiłam foke – pochwaliła się młoda prezentując podłóżny kształt wydłubany z plasteliny. – O! – zmartwiła się. – Uwałam fokę. W łapakach miała już dwa wałeczki. – Mamusi cycusie! – pocieszyła się błyskawicznie. A ja sobie wypraszam. Takie długie, cienkie i sinoniebieskie???

Damulka

Małgorzata W. (lat 2,5) ustawiła przed toaletką w przedpokoju swój ulubiony fotelik, wzięła szczotkę i zaczęła rozczesywać przed lustrem włosięta. – Jeśtem damują – wyznała z uczuciem.

Szczyt empatii

- Yhyhyhyhy – załkało moje dziecię. – Co się stało? Czemu płaczesz? – Dziecko paczie – wykrztusił grzdylek. Faktycznie, z podwórka dobiegało rozpaczliwe beczenie. – I ma baboka w nośku – dodała młoda ze współczuciem.

Za duża na takie numery

- Jestem za dużia! – 89 centymetrowy człowiek (wczoraj mierzyłyśmy!) wyciągnął do mnie łapki. Prośbę „nogi mnie bolą, na ręce chcę!” wypisaną miał na czole. – Na co jesteś za duża? Na wchodzenie po schodach??? – Tak, mamo! Tak! Za duuuuuuuuuuużia po siodach! Cóż było robić. Wniosłam wielkoluda wykończonego ciężkimi robotami w piaskownicy na drugie [...]

Matka Polka

- Dzie są moje dzieci? – młoda rozejrzała się po podwórku. – Pewnie jeszcze w przedszkolu. – Majutkie teś?

Mam za swoje

- Nie sce kapetek na nóśki! – To je sobie załóż na uszy – odpowiedziałam zniecierpliwiona trwającym od parunastu minut jojczeniem. Po kilku minutach błogosławionej ciszy stanął przede mną rozgoryczony maluch. – Nie udało sie! Nie udało sie załozić usiów! No, załóś! I dostałam małe skarpetki do ręki.

Opór materii

- Babko, babko, udaj sie! – młoda dokładnie opukała foremkę i podniosła do góry. – Nie udało sie – rozczarowanie było niemałe. – Nie przejmuj się, żabo, babki z wody raczej się nie udają – pocieszyłam skrzata, który liczył najwyraźniej, że przeniesienie zabawy z piaskownicy do wanny to kaszka z mleczkiem.

Łysy grzdyl

Trochę przesadziłam, że łysy, ale nieco włosów musiałam dziś małpiszonowi tu i ówdzie powycinać. A było to tak. Siedziałyśmy sobie spokojnie w biurze, ja klepałam w klawisze, a Małgośka lepiła „zieziątka” z plasteliny. – Ziobacz’ mamo, mam pinecz’ki! Niestety, sama sobie te spineczki zrobiła. Z plasteliny, rzecz jasna. Większość udało się wyplątać, ale część poszła [...]